Pokaż swoją osobowość, czyli dialogi o życiu

Miejscem akcji jest miasto Warszawa.

Konkretnie okolice Placu Grzybowskiego.

Okolicznościami akcji jest jakiś miejski event, w tym wypadku Festiwal Singera, ale nie wiem, po co to podaję, bo w sumie nie ma to aż takiego znaczenia.

czasem akcji jest wyjątkowo urokliwa końcówka sierpnia, ciepło, słońce, zero wiatru, takie zbytki.

Bohaterki są zaś dwie: ja i moja przyjaciółka.

A teraz podam trochę informacji o przyjaciółce, bo te akurat mają znaczenie. Otóż znamy się nie krótko, nie długo, jakieś 4 lata chyba. Moja rozmówczyni ma tyle lat co moja matka, czyli cóż, niespodzianka – jest starsza! Ale nie tak znowu dużo, jakieś 20 lat. Życzę sobie być taka za 20 lat, jak ona, ale chyba marne nadzieje. No nic.

W każdym razie czasem się spotykamy, czasem rozmawiamy (jedyna osoba, która omawia ze mną godzinami koty i nigdy jej to nie nudzi). Tak też i stało się w tę niedzielę.

Siedzimy sobie przy stoliku, ja piję sobie koszerne wino, moja przyjaciółka czeka na setny jakiś naszyjnik do kolekcji, który ma jej zrobić jakiś pan.

Więc siedzimy.

Oprócz życiowych spraw omawiamy rzecz jasna outfity, głównie pań. Faceci są bowiem nieciekawi pod tym względem, a według mojej przyjaciółki to ogólnie pod żadnym. No cóż. Coś w tym jakby jest. Ale do rzeczy.

A to idzie sobie pani grubo po 60-tce w prześwitującej sukience i widać jej bieliznę, a to pani w outficie przypominającym zasłonę, a to ubrana nazbyt kolorowo aż trafia się prawdziwy hit i tu zaczyna się właściwa akcja.

Trafia się kobita, na oko ok po 30 tce mocno, czyli jak na zebrane towarzystwo stosunkowo młoda. Jest niska, ma nózki paróweczki, ozdobione butami kopytkami (takie sportowe na koturnie, projektant płakał jak projektował), co dodatkowo potęguje efekt ciężkich nóżek, na górze ma tylko szerokie ponczo w kolorze neutralnym i ogoloną „na zapałkę” jak się mówiło w czasach prosperity Ewy Bem. Pani jest ewidentnie przy kości, twarz bez makijażu, typ – bardziej niż przeciętny.

Zwracamy na nią uwagę obie, obie urzeczone zjawiskiem.

I teraz zaczyna się dialog.

  • Jeeeezuuu, ale się odstawiła, jak mogła ubrać takie buty, które jeszcze bradziej podkreślają, że ma grube nogi – to mówię ja
  • No, to według ciebie jest źle dobrane, może ona uważa inaczej, że świetnie właśnie – mówi moja przyjaciółka

Nie mam na to argumentu, ale ważne że obie uważamy kobitę za ubraną co najmniej ekscentrycznie. Nie poddaję się. Drążę dalej.

  • Ej, ale zobacz jakiego ma ładnego męża! (babka podchodzi do przystojnego całkiem faceta z dzieckiem i odchodzą w dal). Jak to jest, że taka brzydka baba ma ładnego faceta???
  • Wiesz, może ona MA OSOBOWOŚĆ! – mówi przyjaciółka
  • Ale jak to?!!! Ja też mam osobowość! Ja niby nie mam osobowości??!! – to mówię ja trochę jakby oburzona, bo nie mam ładnego męża, ale osobowość???

Moja interlokutorka:

  • Ja tam nie wiem, czy ty masz osobowość. Wiecznie grzebiesz w telefonie i mówisz o tym, że jesteś gruba.
    Ale coś tam piszesz. Czytałam. To może i jakąś masz.

Kurtyna

A wy?:) Jaką macie osobowość?:)